niedziela, 20 lipca 2014

Καλημέρα Ελλάδα // Hello Greece!

Hej moi drodzy!
Nie będę się rozpisywała, ponieważ połączenie z internetem jest wyjątkowo znikome. Aktualnie jestem w Grecji, w miejscowości Paralia - Korinos, więc mogę szczerze przyznać, że są to dla mnie wakacje marzeń i jest idealnie :)) Co kilka dni będę starała się dodawać takie zdjęciowe posty, jeśli internety postanowią być na tyle łaskawe.  Oto zdjęcia zrobione bardzo na szybko, dosłownie przed chwilą przez moją siostrę z którą też tu przyjechałam. Niestety posty z Grecji nie będą nad wyraz bogate na płaszczyźnie treściowej/merytorycznej, ale cóż, mam nadzieję, że zdołacie to zrozumieć, biorąc pod uwagę pogodę jaka jest właśnie za oknem. 

Jeśli chcielibyście zobaczyć więcej zdjęć, wszystko jest na bieżąco na moim --> instagramie 



























































(photos: sister / wearing: diy lee vintage shorts, white crop top tee from H&M, black kimono from H&M, nike roshe run )


And please like my facebook page --> 



niedziela, 13 lipca 2014

Gdynia // Seaside trip #1

Hej, hej, witajcie wszyscy po tej ogromnej, ponad dwumiesięcznej przerwie w blogowaniu. Jak pewnie nie trudno się domyślić głównym powodem było zakończenie roku i wiążące się z tym wzburzenie, nerwy i ostateczna walka o oceny (w tym roku wyjątkowo krwawa i brutalna, że tak to ujmę) i planowanie wakacji.
Dwa dni temu wróciłam z najwspanialszego na świecie (choć niezmiernie krótkiego, bo zaledwie trzydniowego) wyjazdu do Gdyni na Openera. Poza samym festiwalem i koncertem Jack'a Whita'a na którym mnie i mojemu chłopakowi najbardziej zależało, udało nam się jeszcze zwiedzić fragment Gdańska i Gdynii. Gdyby nie fakt, że już na drugim utworze nie mogłam oddychać, wpadłam w panikę i niestety dołączyłam się do grona osób będących co kilka sekund wyciąganych z tłumu przez ochroniarzy, a przez 1/2 koncertu starałam się po prostu oddychać i to, że w tej chwili nie mogę wypędzić z głowy myśli "przegrane życie" to było całkiem fajnie. 
Dziś kilka zdjęć z Gdynii, czyli pierwszego i najdłuższego dnia być może nawet w całym życiu. Pobudka w polskim busie po 3, po całej nocy poniekąd przespanej, ale ciężko jest nazwać to snem. Później o 8 wyszliśmy na miasto, o 16 na teren Opener'a. Do domu wróciliśmy około 1-2. Patrząc choćby z jednodniowego dystansu i biorąc pod uwagę to ile zobaczyliśmy i ile się działo, mam wrażenie, że 4 lipca skrył się pod postacią conajmniej dwóch, może trzech dni. 



















































 ( fot. me and my boy / wearing: stradivarius black leather jacket, h&m white knitted blouse, h&m black leather backpack, nike roshe run and boyfriend: h&m basic shirt, h&m black pants and reserved jacket)


And please like my facebook page -->